niedziela, sierpnia 20, 2017

Jørn Lier Horst "Felicia zaginęła"

Jørn Lier Horst "Felicia zaginęła"
Wydawnictwo Smak Słowa dotrzymuje ... słowa i tak, jak obiecało, sukcesywnie publikuje brakujące części kryminalnej serii o komisarzu Williamie Wistingu. Felicia zaginęła Jørna Liera Horsta to II tom (a niedawno ukazał się także prequel) i tylko trzech części brakuje, aby polski czytelnik miał dostęp do wszystkich jedenastu powieści. 

Komisarz William Wisting od dziesięciu lat dowodzi Wydziałem Śledczym w Larvik a od dwóch dekad pracuje w policji. Sprawa, którą przyjdzie mu się zająć, wydarzyła się dwadzieścia pięć lat temu i lada moment grozi jej przedawnienie. Podczas prac budowlanych na drodze krajowej, robotnicy wykopują starą szafkę ubraniową, w której znajdują się zwłoki kobiety. Śledczy dość szybko identyfikują ofiarę, ale to nie oznacza, że dochodzenie można zamknąć. Wisting przyjmuje bowiem zgłoszenie o zaginięciu młodej mieszkanki miasta i niespodziewanie sprawa z przeszłości i nowe zdarzenie łączą się ze sobą, długo przynosząc same niewiadome. W okolicy dochodzi do kilku niepokojących incydentów, które skutecznie utrudniają spokojną pracę policji, a komisarz Wisting ma pewność, że wszystkie wydarzenia w jakiś sposób są ze sobą powiązane.

Felicia zaginęła bardzo wyraźnie pokazuje, że  Jørn Lier Horst od początku pracy nad serią o policjantach z Larvik ma pomysł, zarówno na tematykę powieści, jak i kreację głównych bohaterów. Sięgając po kolejne książki o komisarzu Wistingu można spodziewać się powieści kryminalnej z mocno zarysowanym, a nawet wyeksponowanym, wątkiem psychologicznym i społecznym. W każdej odsłonie serii skupia się on na innym problemie nękającym mieszkańców  Norwegii, ale i nieobcym czytelnikowi w innych krajach. Pisarz konsekwentnie przygląda się skandynawskiemu stylowi życia, wyłapując jego mankamenty. Nie rozpacza nad błędami popełnianymi przez współobywateli, raczej zwraca uwagę na to, co można poprawić, albo czemu się przeciwstawić. Przy okazji prowadzonego śledztwa William Wisting musi zmierzyć się z emocjami rodzin, których najbliżsi zaginęli bez wieści. I nie ma znaczenia, czy mowa jest o wydarzeniach sprzed ćwierć wieku, czy sprzed trzech dni - emocje zawsze są takie same. 

Cenię sobie powieści Jørna Liera Horsta za postać komisarza Williama Wistinga. Podoba mi się, że norweski autor nie próbuje wykreować swojego bohatera ma jeszcze jednego niezniszczalnego herosa. Melancholijny, skupiony na rzetelnej pracy i wrażliwy policjant nie każdemu czytelnikowi musi przypaść do gustu. Fabuła, skupiona na rozwikłaniu wzajemnych relacji między ofiarą i związanymi z nią ludźmi, skrupulatnie prowadzone śledztwo i rozbudowane tło psychologiczne nie gwarantują akcji pędzącej  z szybkością światła. Ale i tak od kolejnej powieści Horsta nie sposób się oderwać, nawet, jeśli dość szybko udaje się odpowiedzieć na pytanie Kto zabił? I dlaczego? Pewnie zaraz  ktoś napisze, że fabuła nuży i nic się nie dzieje, ale czy naprawdę w życiu zawsze musi się dziać, żeby było satysfakcjonujące? Podobne pytanie można sobie postawić w odniesieniu do książki, sięgając po II tom serii o komisarzu Wistingu. 

Kto zna późniejsze odsłony cyklu, ten zauważy, że Felicia zaginęła to jeszcze nie jest Horst na sto procent swoich możliwości. Intryga, choć skomplikowana, trąci trochę manierą rodem z oper mydlanych, zakończenie jest nietrudne do przewidzenia, a Wisting, no cóż, jeszcze wiele przed nim. I choć pojawiają się pewne rysy na życiu rodzinnym komisarza, to wciąż może sobie powiedzieć, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zmiany w jego życiu dopiero czają się gdzieś na horyzoncie. 

Jak w każdej serii, tak i u Horsta zdarzają się powieści lepsze i trochę słabsze. Dla mnie jednak autor jest gwarantem literatury popularnej na bardzo dobrym poziomie i dlatego z ogromnym zaciekawieniem czekam na kolejne części. A to podobno już całkiem niedługo. 


źródło: www.empik.com 
Informacje o książce

autor Jørn Lier Horst
tytuł Felicia zaginęła
tytuł oryginału Felicia Forsvant
przekład Milena Skoczko

wydawnictwo Smak Słowa
miejsce i rok wydania Sopot 2017
liczba stron 352

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 4+/6
                                             




za udostępnienie egzemplarza do recenzji. 


środa, sierpnia 16, 2017

Tetsuya Honda "Przeczucie"

Tetsuya Honda "Przeczucie"

Jeśli się nie mylę, japoński kryminał chyba wcale nie istnieje na polskim rynku wydawniczym. Tetsuya Honda, który debiutuje u nas pierwszym tomem serii o komisarz Reiko Himekawa z pewnością nie będzie miał łatwo. Bo choć lubimy wszystko, co nowe i w pewnym sensie także egzotyczne, to Przeczucie będzie musiało się przebić na rynku zdominowanym przez powieści rodzimych autorów, twórców ze Skandynawii, o pisarzach z krajów anglosaskich nie wspominając. Hondzie nie będzie też prosto dlatego, że jego książka jest specyficzna i odbiega częściowo od zwyczajowych oczekiwań czytelnika powieści gatunkowych. 

Mieszkanka posesji obok tokijskiego parku Mizumoto znajduje porzucone zwłoki. Starannie zawinięte w folię, na pierwszy rzut oka wyglądają jak worek ze śmieciami. Przybyła na miejsce zdarzenia policja odkrywa, że denat przed śmiercią był torturowany, ale na ciele widoczne są specyficzne rany, zadane już po zgodnie. Dlaczego oprawca tak brutalnie potraktował ofiarę? Komisarz Reiko Himekawa z wydziału zabójstw próbuje rozwikłać zagadkę. W charakterystyczny dla siebie sposób (którego nie wyjawię) łączy morderstwo ze śmiercią innego mężczyzny. Wkrótce w odległej części miasta zostają odkryte kolejne zwłoki. A Himekawa za punkt honoru stawia sobie rozwiązanie zagadki. Kiedy podczas prowadzonego dochodzenia dochodzi do tragedii, stawką staje się i życie pani komisarz, i jej reputacja wśród kolegów. I niełatwo jest określić, co na pierwszym miejscu.

Przeczucie rozpoczyna serię powieści kryminalnych z komisarz Reiko Himekawą na czele. Akcja książki toczy się w Tokio i bohaterowie wędrują po mieście, w poszukiwaniu śladów odwiedzając mroczne zaułki i podejrzane dzielnice. Japońska stolica i jednocześnie największe miasto regionu kryje w sobie wiele mrocznych tajemnic. Na tyłach ogromnych domów towarowych i imponujących wieżowców toczy się życie w ukryciu, gdzie seks, przemoc i niejasne interesy idą w parze ze swoiście pojętą solidarnością. Yakuza twardą ręką trzyma szemrane przedsięwzięcia a klient, jeśli tylko ma ochotę zapłacić, dostanie wszystko, dosłownie wszystko. Powieść Hondy zabiera czytelnika i w takie miejsca, bo czytelnik wraz z policjantami wędruje po Tokyo, zarówno po dzielnicach znanych z przewodników, jak i wstydliwych częściach metropolii. Oczywiście warto pamiętać, że kryminał (także japoński) rządzi się własnymi prawami i świat przedstawiony w powieści jest rysowany raczej delikatną kreską, mocniejszą pozostawiając dla opisów zbrodni. 


Omówienie powieści powinienem jednak rozpocząć od głównej bohaterki - komisarz Reiko Himekawy, dowódcy zespołu Wydziału Zabójstw Tokijskiej Policji Metropolitalnej. Już ta imponująca terminologia pozwala zwrócić uwagę na fakt, że w Japonii relacje między ludźmi wciąż są bardzo sformalizowane. I nie wszystkim pasuje, że na czele grupy policjantów stoi niespełna trzydziestoletnia kobieta. Japończykom, mimo przemian obyczajowych, wciąż z trudem przychodzi zaakceptowanie, że kobieta może piastować wysokie stanowisko, tradycyjnie przynależne mężczyźnie. Co ciekawe i jednocześnie szokujące, to fakt, że Himekawa musi na co dzień walczyć z uprzedzeniami wobec swojej płci. To jak do komisarz Reiko odnosi się, wrogo nastawiony Kensaku Katsumata, daleko bardziej wybiega poza wyobrażenia o miejscu kobiety w japońskim społeczeństwie. Wcale nie dziwi, że Himekawa musi starać dwa razy bardziej, żeby udowodnić, iż zasługuje na pozycję, którą zajmuje w tokijskiej policji. Jest jej o tyle trudniej, że po pierwsze wciąż zmaga się z traumą z przeszłości, a po drugie dlatego, że w dochodzeniach wykorzystuje metody nie zawsze ... konwencjonalne. Nie szkodzi, że skuteczne, ale właśnie niekonwencjonalne. 

Napisałem na wstępie, że Honda nie będzie miał łatwo na zdominowanym przez pewne wzorce, polskim rynku wydawniczym. Trudno nie zauważyć, że fabuła Przeczucia nie pędzi na złamanie karku, a bohaterowie nie rzucają mięsem miedzy jedną a drugą spektakularną strzelaniną. Nie jest fabuła Hondy jakimś ugrzecznionym kryminałem, ale powieść intryguje zarówno klimatem, jak i tym wszystkim, co można odczytać między wierszami. A można sporo, choćby o japońskiej obyczajowości, która dla mieszkańców Europy może wydawać się dyskusyjna. Fascynacja zbrodnią i okrucieństwem, czy dystans w relacjach międzyludzkich to tylko dwa elementy, na które warto zwrócić uwagę podczas lektury. I pewnie dlatego o bohaterach powieści wciąż niewiele wiemy, chociaż nie można wykluczyć, że kolejne części serii rzucą więcej światła na życie policjantów z tokijskiego wydziału zabójstw. 

W mojej ocenie warto dać szansę Przeczuciu. Tetsuya Honda proponuje historię, która z pewnością wyróżnia się na tle innych tytułów podejściem do tematu. I swoistą egzotyką, która dodaje powieści orientalnego smaku. Autor nie powiela utartych schematów i nie ogląda się na aktualne trendy w powieści kryminalnej. Mnie zaintrygował na tyle, że już teraz z niecierpliwością czekam na kolejne śledztwa komisarz Reiko Himekawy. 


źródło: www.znak.com.pl
Informacje o książce

autor Tetsuya Honda
tytuł Przeczucie
tytuł The Silent Death

przekład Rafał Śmietana

wydawnictwo Znak Literanova
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 352

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 5-/6






za udostępnienie egzemplarza do recenzji




niedziela, sierpnia 13, 2017

Richard Flanagan "Śmierć przewodnika rzecznego"

Richard Flanagan "Śmierć przewodnika rzecznego"

Jest taka grupa pisarzy, o książkach których trudno się pisze. I nie dlatego, że z ich powieściami jest jakiś problem. Wzbudzają tak silne emocje, że każdy wywód na ich temat wydaje się niedostatecznie dobry. Dla mnie takim autorem jest niewątpliwie Richard Flanagan, którego debiut powieściowy z 1994 roku właśnie ukazał się po polsku nakładem Wydawnictwa Literackiego. Śmierć przewodnika rzecznego nie jest może lekturą najłatwiejszą, choćby ze względu na konstrukcję, ale wciąga, niepokoi i wzrusza, na długo nie pozwalając zapomnieć o bohaterach opisywanych wydarzeniach. Po takim debiucie Flanagan mógł osiąść na laurach, albo co jakiś czas zadziwiać czytelników kolejnym powieściami. Na szczęście nie okazał się gwiazdą jednego sezonu i dziś ma w dorobku książki, których zwyczajnie szkoda byłoby nie przeczytać.

Aljaz Cosini, tytułowy przewodnik rzeczny, organizator i animator wypraw turystycznych po Tasmanii, wiele lat temu wycofał się z biznesu. Doszedł do wniosku, że jest już za stary na spływy rwącą rzeką i przedzieranie się przez tasmański busz. Jednak namówiony przez znajomego i skuszony łatwym zarobkiem, godzi się na udział w jeszcze jednym spływie piękną, ale i niebezpieczną rzeką Franklin. Podczas wyprawy dochodzi do wypadku i Aljaz, próbując uratować jednego z turystów, wpada do rwącej rzeki i sam zaczyna tonąć.  W tym momencie rozpoczyna się podróż na granicy życia i śmierci, przerażająca, ponieważ czeka każdego z nas i fascynująca bogactwem niedostępnych czytelnikowi przeżyć. Flanagan, na kartach powieści, kilkadziesiąt ostatnich sekund życia Cosiniego rozbudował do przejmującej i pięknej opowieści o życiu jego rodziny i historii Tasmanii, pełnej bolesnych epizodów i wstydliwych przemilczeń. 

Śmierć przewodnika rzecznego to opowieść o Aljazu Cosinim od momentu narodzin, poprzez kolejne etapy jego życia. A było ono burzliwe i namiętne, toczyło się w rytm kolejnych pór roku i zmieniającej się jak w kalejdoskopie historii Tasmanii. Flanagan łączy biografię przewodnika rzecznego z dziejami krainy, która przyciągała obietnicą nowego życia, z dala od problemów Starego Świata. Dzieje Tasmanii pokazują, jak długą i niełatwą drogę przeszli jej mieszkańcy, zarówno potomkowie Aborygenów, jak i przybyli na wyspę skazańcy. Cosini wielokrotnie przywołuje w swojej opowieści wydarzenia z przeszłości, zarówno wyspy, jak i rodziny, kreśli sylwetki dalekich krewnych i napotkanych na drodze nieznajomych. Wspomina przedmioty, obrzędy i zwyczaje, smaki i zapachy. Wszystkie te elementy, fragmenty i przebłyski układają się w zaskakującą gamą emocji opowieść o życiu, które za moment pochłonie nieokiełznany żywioł. I choć pisarz na moment pozwala czytelnikowi zapomnieć, jakie wydarzenie wywołało falę wspomnień, to jednak trudno wyzbyć się natrętnej myśli o tym, co nieuniknione.


Wspomniałem we wstępie, że proza Flanagana nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, ale to nie oznacza, że nie warto sięgnąć po Śmierć przewodnika rzecznego. Faktycznie, narracja w książce zaskakuje. Nie układa się w ciąg przyczynowo - skutkowy, nie w klasycznym rozumieniu tego pojęcia. Opowieść jest fragmentaryczna, nielinearna, historię raz opowiada sam Aljaz, raz narrator wszechwiedzący. Mieszają się czasy wydarzeń i miejsca, zmieniają bohaterowie. Wątek urywa się, aby za kilkanaście stron powrócić, ale z innego punktu widzenia. Chaos? Początkowo z pewnością tak, ale czytelnik bardzo szybko daje się porwać nurtowi opowieści, chłonąc emocje, obrazy i podążając śladem losów kolejnych pokoleń, opisanych w powieści. Flanagan znakomicie operuje słowem, buduje niezwykły klimat książki, płynnie przechodząc od powieści awanturniczej do melancholijnej historii o przemijaniu i śmierci. Potrafi być dosadny i delikatny jednocześnie,  bawi, ale i wzrusza, unikając patosu na rzecz dyskretnej symboliki. Odmalowuje piękno natury i podłość człowieka, wprowadza kontrast, który ma większą siłę oddziaływania od niejednego rozbudowanego opisu. 

Śmierć przewodnika rzecznego to jeszcze jedna wariacja na temat motywu podróży. Tym razem to podróż metafizyczna, rozgrywająca się na granicy życia i śmierci. Tonący Aljaz doznaje momentu olśnienia, kiedy przed oczami staje mu całe życie. Flanagan zinterpretował motyw podróżowania po swojemu, nadając mu nowe znaczenia. Rozszerzył jego definicję i dzięki temu powstała powieść zaskakująca i nieoczywista. Swoisty hołd oddany życiu i przodkom, ludziom i naturze. Jeszcze jedna historia Australii, ale tym razem widziana przez pryzmat przyłączonej na początku XX wieku wyspy. Literatura najwyższej próby. 



źródło: www.wydawnictwoliterackie.pl
Informacje o książce

autor Richard Flanagan
tytuł Śmierć przewodnika rzecznego
tytuł oryginału Death of a River Guide
przekład Maciej Świerkocki

wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 352
egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 6/6

                            




za udostępnienie egzemplarza do recenzji







Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger